Żyj tak, abyś często słyszał: „Mamo, gdzie jest Tata?”

To nie jest wpis o nieobecnych (dosłownie) ojcach. Na pewno na taki przyjdzie czas, wszak jest to kwestia bardzo ważna i nie można o tym nie powiedzieć; nieobecność ojca może zruinować psychikę dziecka. Chciałbym napisać dzisiaj o ojcach obecnych fizycznie, ale nieobecnych praktycznie, czyli o takich, których wyobrażenie o tym, czym powinien zajmować się ojciec, jest zawężone do kilku podstawowych czynności, które można nazwać przetrwaniowymi.

Widziałem kiedyś grafikę (niektórzy mówią mem, ale ja nie używam tego słowa, grafika jest bardziej po polsku), która podzielona była na dwie części. Po lewej stronie wypisane były pytania, które dziecko zadaje mamie, a po prawej – tacie.

Po lewej stronie były takie pytania: Mamo, zrobisz mi coś do jedzenia? Mamo, daj mi pić. Mamo, zimno mi. Mamo, pomożesz mi odrobić lekcje? Mamo, ulepimy bałwana? Mamo, pójdziesz ze mną na rower? Mamo, opowiesz mi bajkę? i jeszcze kilka podobnych.

Po prawej stronie było tylko jedno pytanie: Tato, gdzie jest Mama? Szok! Nie ma więcej pytań do taty? Czy naprawdę ojciec do niczego innego nie jest potrzebny?

Nie zawsze mi to wychodzi i często muszę korygować schematy, które siedzą mi w głowie, ale nie bez dumy przyznaję, że od dawna robię wszystko, aby nie być takim ojcem. Jest to bardzo trudne. Wyzwolenie się i rezygnacja ze schematu mówiącego, że mężczyzna jest (tylko) od utrzymania rodziny, jest trudne. I uwaga – nie chodzi mi tutaj bynajmniej o rezygnację z podziału na zadania żony i matki oraz zadania męża i ojca oraz migrację w kierunku nieuporządkowanego wymieszania tych zadań, tak jak to się zdarza w niektórych rodzinach. Chodzi mi o to, aby ojciec był dostępny dla swoich dzieci, bo bez tego wcześniej czy później straci ich zaufanie, ich miłość i przywiązanie, tak jak to jest pokazane w tym wierszu.

Moje dziecko przyszło następnego dnia. Przyszło na świat zwyczajnie. Trzeba było jednak zdążać na samoloty i płacić rachunki. Uczyło się chodzić, gdy mnie nie było w domu. Mówiło, zanim się o tym dowiedziałem, a wzrastając mawiało: „Będę jak ty, tatusiu, wiesz, że będę jak ty”.

I kotek jest w kołysce, i srebrna łyżeczka.
Chłopczyk jest smutny, a człowiek na księżycu.
„Kiedy wrócisz do domu, tatusiu?”
„Nie wiem kiedy, ale kiedyś będziemy razem.
Wiesz, że dobrze nam wtedy będzie”.

Mój syn miał dziesięć lat już na drugi dzień. Powiedział: „Dzięki za piłkę, tatusiu, choć, zagrajmy, może nauczysz mnie rzucać?” Powiedziałem: „Nie dzisiaj. Mam wiele pracy”. Odrzekł: „W porządku”. I odszedł, ale jego uśmiech nigdy nie zniknął. I powiedział: „Będę jak ty, tatusiu, tak, wiesz, że będę jak ty”.

I kotek jest w kołysce, i srebrna łyżeczka.
Chłopczyk jest smutny, a człowiek na księżycu.
„Kiedy wrócisz do domu, tatusiu?”
„Nie wiem kiedy, ale kiedyś będziemy razem.
Wiesz, że dobrze nam wtedy będzie”.

I tak wrócił z uczelni następnego dnia jak mężczyzna, więc powiedziałem: „Synu, jestem z ciebie dumny. Czy możesz na chwilę usiąść?” Potrząsnął głową i odrzekł z uśmiechem: „Właściwie, to chciałbym tylko pożyczyć samochód. Do zobaczenia. Czy możesz dać mi kluczyki?”

I kotek jest w kołysce, i srebrna łyżeczka.
Chłopczyk jest smutny, a człowiek na księżycu.
„Kiedy wrócisz do domu, tatusiu?”
„Nie wiem kiedy, ale kiedyś będziemy razem.
Wiesz, że dobrze nam wtedy będzie”.

Już dawno jestem na emeryturze. Syn się wyprowadził. Następnego dnia zatelefonowałem do niego. Powiedziałem: „Chciałbym cię zobaczyć, jeśli nie masz nic przeciwko temu”. Odrzekł: „Bardzo chciałbym, tatusiu, jeśli tylko znajdę trochę wolnego czasu. Wiesz, moja praca to kierat, a dzieci są przeziębione. Ale fajnie było z tobą porozmawiać, tato. Naprawdę miło było z tobą porozmawiać”.

I gdy odkładałem słuchawkę, pomyślałem: „Wyrósł na takiego jak ja – Mój chłopak jest podobny do mnie”.

I kotek jest w kołysce, i srebrna łyżeczka.
Chłopczyk jest smutny, a człowiek na księżycu.
„Kiedy wrócisz do domu, synku?”
„Nie wiem kiedy, ale kiedyś będziemy razem.
Wiesz, że dobrze nam wtedy będzie”.

Reklamy